fbpx
kosmiczne mydło Sailor Moon, jak zrobić kosmiczne mydło

Kosmiczne mydło Sailor Moon, czyli planety – zbierz je wszystkie!

Dawno nie było na blogu popkultury, więc czas do niej powrócić!

O mydle inspirowanym Czarodziejką z Księżyca zaczęłam Wam opowiadać w ostatnim filmie na YT. Skupiłam się w nim na ciekawostkach o polskim tłumaczeniu anime, a dzisiaj opowiem Wam co nieco o samych czarodziejkach. Ale najpierw o mydle!

Kosmiczne mydło z planetami

Planety w skali mydła

Im więcej na nie patrzę, tym bardziej jestem z niego dumna! Kosmiczne mydło było jednym z pierwszych tworów Katie Carson z Royalty Soaps, które poznałam, tuż przed mydłem z Władcy Pierścieni, które udało mi się zrobić niedawno. Zachwyciło mnie od pierwszego spojrzenia, tak proste, a jednocześnie pełne wyrazu. Pomysł wykorzystania mydlanych ścinków w innej porcji wydał mi się genialny, a sama koncepcja niesamowicie ciekawa. Nie mogłam się jednak zdecydować, czy zostawić mydło proste i bez ozdób, czy dodać coś Sailorkowego… Więc zrobiłam 2w1! I wyjątkowo – zadziałało. 🙂

Użyłam mojego podstawowego przepisu, który znajdziecie tutaj. Mydło w stanie emulsji podzieliłam na 2 części – odlałam trochę na „krem”, a resztę zostawiłam do zabarwienia. Do tego użyłam czerni żelazowej, węgla aktywowanego i troszkę błękitu ultramarynowego. Nie chciałam, aby mój kosmos był całkowicie czarny, choć na pewno wyglądałby dobrze. Nie zapominajmy, że światło gwiazd, w tym naszego Słońca, dociera bardzo daleko i w Kosmosie nigdy nie jest tak do końca ciemno

Do masy mydlanej dodałam bardzo drobny srebrny holo brokat, który miał imitować gwiazdy. W mydle delikatnie widać te malutkie gwiazdki. 

Jak pachnie kosmos?

Jeśli chodzi o zapach, użyłam mieszanki olejków z gardenii tahitańskiej, pomarańczy i ylang-ylang… Ale w ogóle ich nie czuć! Przez to, że planety pochodzą z różnych porcji mydła i wszystkie pachną inaczej, trudno jest określić, co dominuje. Aromat jest trochę kadzidlany, „wytrawny”… Chociaż każda kostka pachnie troszkę inaczej, w zależności od tego, co się w niej znalazło. Mam nadzieję, że aromaty przetrwają i nie stracą na intensywności.

Mydlane koczki z borówek

Bardzo długo nie mogłam wymyślić, jak je zrobić. Miałam foremkę na kulki, ale nie wiedziałam, jak nadać im dwa kolory, które by się nie zmieszały. Zaczęłam przeglądać inne formy w poszukiwaniu inspiracji i znalazłam. Forma do borówek!

Kupiłam ją z założeniem, że kiedyś zrobię owsiane mydło z małymi, mydlanymi borówkami na wierzchu (i kiedyś faktycznie je zrobię!). Czekała na swoją porę i w końcu przyszła mi z pomocą.

Najpierw rozpuściłam bazę mydlaną i dodałam do niej odrobinę czerwieni żelazowej. Przy pomocy pipetki napełniłam mydłem otwory foremki i już po chwili mydełka były gotowe. Nie miały idealnie okrągłego kształtu, były bardziej podłużne i z wgłębieniem na szczycie, ale postanowiłam się tym nie przejmować. Włożyłam je do foremek na duże kulki, które możecie kojarzyć z mydeł Mei i Moiry, w taki sposób, aby cześć z wgłębieniem była na dnie. Całość zalałam żółtym mydłem. 

Mydło Sailor Moon, Usagi Tsukino, Czarodziejka z Księżyca

Minuty dłużyły się niesamowicie, ale musiałam być cierpliwa… Gdy kulki były twarde, wyciągnęłam je z formy i… Udało się! Miałam dwukolorowe mydełka-koczki! Musiałam tylko wyrównać powierzchnię i już. Jestem dumna z tego pomysłu i tego, jak wyszedł efekt końcowy. Kulki przypominają koczki Usagi i to najważniejsze. 🙂

Tuz przed wyciśnięciem na mydło żółtego kremu, posypałam je srebrnym barwnikiem. Po zrobieniu paru zawijasów i pokrojeniu, wygląda jak gwiazdy na nocnym niebie i efekt ten niesamowicie mi się podoba! Lubię takie kontrasty i chyba muszę częściej je stosować. I Wam też się podoba, w niedawnej ankiecie na Instagramie mydło bez „kremu” wygrało bezapelacyjnie… I przyznam Wam, że mnie też się bardziej podoba!

A teraz ciekawostki!

W filmiku wspomniałam o trzech, które zaraz Wam przytoczę. Najciekawszą, o tajemniczo brzmiącym Saban Moon, zostawię jednak na koniec… Wierzcie mi, jest na co czekać. Ale najpierw parę słów o tym, skąd wzięły się Sailorki.

Prawdziwa inspiracja dla Sailor Moon

Naoko Takeuchi, autorka oryginalnej mangi, nigdy nie ukrywała, co było inspiracją dla stworzenia serii o czarodziejkach. Choć może Wam się to wydać dziwne, Sailor Moon powstała jako kobieca odpowiedź na… Power Rangers! Pamiętacie pewnie tę serię z polskiej telewizji, kilkoro nastolatków przywoływało wielkie roboty w kształcie dinozaurów, walczyło z nieudacznymi kitowcami i odpowiadało przed wielką głową w słoiku… Znaczy, Zordonem.

Jednak mało kto wie, że to, co oglądaliśmy w TV to amerykańsko-japońska mieszanka, wzorowana na serii Super Sentai, która świeciła triumfy w japońskiej telewizji już na początku lat 70. Power Rangers, których znamy dzisiaj, to amerykańskie sceny interakcji między bohaterami przeplatane oryginalnymi, japońskimi walkami. Za amerykanizację serii odpowiadała firma Saban Entertainment, o którym za chwilę. Wróćmy jednak do Czarodziejek.

Pani Takeuchi przyznała w wywiadzie, że chciała stworzyć coś podobnego do Super Sentai (które było skierowane głównie dla młodych chłopców) tylko z dziewczętami jako protagonistkami. Z tej koncepcji wyrosło Sailor Moon, które znamy dzisiaj, zupełnie odmienne i o wiele lepsze od inspiracji.

Sailor V i As
Źródło: http://www.geocities.ws/raye-kame/Inners.html

Dlaczego Minako, Czarodziejka z Wenus, nigdy nie znajdzie prawdziwej miłości?

Najwierniejsi fani Czarodziejki z Księżyca na pewno kojarzą prequel serii pod tytułem Hasło brzmi: Sailor V, w którym Minako występowała pod pseudonimem Sailor V. Trzytomowa historyjka opowiadała historię przebudzenia Minako jako czarodziejki i jej wali z siłami zła, które próbowały opanować Tokio. W ostatnim tomie Mina poznała Saijo Asa (w oryginale Kaitou Ace), młodego i przystojnego artystę, który okazał się być ostatnim złolem, z którym miała się zmierzyć. Kochliwa Mina oczywiście zakochała się w Ace, ten jednak przeklął ją podczas ostatecznego pojedynku. Minako, której patronką jest planeta Wenus kojarzona z miłością i uczuciami, miała już nigdy nie znaleźć prawdziwego ukochanego.

I choć na przestrzeni serii Minako zauroczyła się wielokrotnie, to nigdy nie była prawdziwa miłość. W wielu miejscach dziewczyna podkreślała, że nie potrzebuje chłopaków i randek, bo jej przeznaczeniem jest ochrona księżniczki Serenity, a miłostki tylko jej w tym przeszkadzają. Na ile to jej prawdziwe podejście, a na ile gra, nigdy się nie dowiemy.

Co Usagi próbuje nam przekazać w swojej słynnej pozie?

Kolejna ciekawostka dotyczy słynnej pozy Sailor Moon, którą przybiera po transformacji. Na uwagę zasługuje ułożenie rąk bohaterki, a szczególnie jej lewa dłoń. Dłoń z wyprostowanymi palcami małym, wskazującym i kciukiem jest w języku migowym symbolem na „kocham cię”. Wytłumaczenie znajdziecie w filmiku poniżej.

Jest to przypuszczalnie jeden z wielu smaczków, które w serii ukryła Naoko Takeuchi. Jest ona osobą wszechstronnie wykształconą, studiowała chemię, pasjonuje się nauką i w komentarzach do poszczególnych tomów mangi zawsze przemycała ciekawostki dla czytelników. Podejrzewam, że mogła znać język migowy i zostawiła taką ukrytą wiadomość dla swoich fanów.

Jednak w Polsce ten gest co jakiś czas wywołuje kontrowersje… Niedawno kraj obiegła wieść o radnych PiS, którzy oskarżyli blogerkę Weronikę Szymańską o satanizm. Weronika studiuje język polski migowy na Uniwersytecie Warszawskim i użyła gestu „kocham cię” na zdjęciu, które promowało spotkanie z nią w bibliotece w Piasecznie, co zostało odebrane jako promocja satanizmu. Ech, Polacy…

A tu różnica między symbolami.
Źródło: https://www.unusualverse.com/2019/06/i-love-you-sign-origin-curiosities-celebrities.html

Cóż, papież Franciszek też najwidoczniej jest ukrytą opcją satanistyczną

Źródło: https://www.latimes.com/entertainment/music/posts/la-et-ms-pope-francis-metal-horns-philippines-20150120-story.html
Saban Moon i Sailor Moon - porównanie
Saban Moon vs Sailor Moon
Źródło: http://codenamesailorearth.blogspot.com/2012/11/in-search-of-toon-makers-release-sailor.html

Niedoszła amerykańska Sailorka, czyli Saban Moon

Saban Moon… Ach, Saban Moon. Pod tym fanowskim tytułem kryje się serial, który miała wyprodukować firma Saban Entertainment i który miał być amerykańską odpowiedzią na Sailor Moon. Miał składać się z 2 części – aktorskiej, która przedstawiała przygody bohaterek w ich codziennym życiu, oraz animowanej – gdy stawały się wojowniczkami i walczyły z siłami zła. Z założenia miała to być nie inspiracja, a dokładna adaptacja anime.

Mimo wielkich planów, serial nigdy nie wyszedł poza odcinek pilotażowy, zaprezentowany akcjonariuszom, który nie zachwycił w zasadzie nikogo. Projekt został szybko skasowany i dziś trudno znaleźć o nim jakiekolwiek informacje.

Saban Moon - czarodziejki, amerykańska Sailor Moon
Klatka z oryginalnej animacji Saban Moon
Źródło: https://kotaku.com/we-tried-to-uncover-the-long-lost-american-sailor-moon-1827695456

Świat mógłby się nigdy nie dowiedzieć o istnieniu Saban Moon gdyby nie jeden z niedoszłych twórców, który zapomniał zapłacić za magazyn, którego zawartość została zlicytowana… A wśród przedmiotów znalazły się klatki animacji i scenariusz pierwszego odcinka, które natychmiast trafiły do Internetu. Świat poznał koszmarek, jakim mogła być amerykańska wersja Sailor Moon.

Jeśli temat Was zainteresował, tu znajdziecie materiał YouTuberki Red Bard, która dokładniej omówiła historię powstania Saban Moon i pokazała urywki zwiastuna, które udało się odkopać. Zerknijcie koniecznie!

I na tym dzisiaj zakończę. Ciekawostek o Sailor Moon jest jeszcze mnóstwo, ale zostawię je sobie na inną okazję, gdy być może zajmę się kolejnymi czarodziejkami. Dajcie znać, czy oglądaliście anime i która Sailorka była Waszą ulubioną!

Jak zwykle zapraszam Was na Facebooka i Instagram, gdzie znajdziecie zajawki nowych mydeł. I zostawiam Was z filmikiem o Sailorkowym mydle, jeśli jeszcze go nie widzieliście. 🙂

Do następnego!

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments